Przepisami trzeba się dzielić
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          


Blog niesponsorowany! Proszę nie wysyłać mi ofert umieszczenia reklam na blogu. Nie jestem nimi zainteresowana :-)

upl@gazeta.pl
piątek, 27 stycznia 2012
Cynamonowo-kardamonowa baba zawijana

Baba z kardamonem i cynamonemBaba z kardamonem i cynamonem

około pół kilo mąki chlebowej albo zwykłej pszennej

paczka suszonych drożdży

100 g masła

ok. 120 ml mleka

jedno jajko i 2 żółtka - w temperaturze pokojowej

1/2 łyżeczki soli

100 g białego, drobnego cukru

cukier trzcinowy wymieszany z cynamonem

szczypta mielonego kardamonu

masło do posmarowania ciasta - bardzo miękkie

+ białko do posmarowania babki

Zaczęłam od stopienia masła i dodania do niego zimnego mleka. Następnie do miski miksera wsypałam mąkę i paczkę suszonych drożdży oraz cukier i sól. Włączyłam mikser i powoli dodałam mieszankę mleka z masłem a następnie - po kolei jajka, a na koniec kardamon. Cały czas mikser zagniatał ciasto. Można to też robić ręcznie. Ciasto musi być elastyczne ale też musi się nadal, lekko kleić. Wyrobione ciasto odstawiłam do wyrośnięcia - musi podwoić objętość. Ciasto powinno rosnąć przynajmniej godzinę.

Wyrośnięte ciasto zagniotłam i rozwałkowałam na kwadrat - na oprószonej mąką stolnicy. Ciasto posmarowałam roztopionym masłem i posypałam cukrem z cynamonem i zwinęłam w rulon.

Ciasto ułożyłam w dużej, podłużnej formie chlebowej - wysmarowanej masłem i wysypanej mąką. Z wierzchu posmarowałam rozkłóconym białkiem.

Odstawiłam na 30 min do wyrośnięcia a następnie piekłam w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni C przez jakieś 50 minut.

Baba jest gotowa, kiedy stanie się złocista i ładnie wyrośnie w formie.

środa, 25 stycznia 2012
Muffiny jabłkowo-cynamonowe z żurawiną

Proste, smaczne i bardzo dobrze przyprawione cynamonem, goździkami i gałką muszkatołową.

 muffiny zurawinowo jablkowemuffiny zurawinowo jablkowe

230 g mąki pszennej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

1/2 łyżeczki cynamonu

1/4 łyżeczki tartej gałki muszkatołowej

szczypta mielonych goździków

szczypta soli

2 jajka

200 g śmietany 12% albo kwaśnego jogurtu

80 g cukru

ok 50 g oleju

1/2 - 2/3 szklanki suszonych żurawin

2 małe jabłka - bez gniazd nasiennych, skórki i pokrojone na małe kawałki

płatki migdałów do posypania muffinów

 

W dużej misce wymieszałam: mąkę, proszek, sodę, przyprawy, sól.

W innej dużej misce utarłam na gładką masę: cukier, jajka, śmietanę i olej.

Suche składniki wsypałam do mokrych i wymieszałam - dodałam żurawinę i jabłka. Całość dokładnie ale delikatnie wymieszałam i przełożyłam do foremek do muffinów. Muffiny posypałam płatkami migdałów. Całość wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C na 20-25 minut.

Szybkie i smaczne.

poniedziałek, 23 stycznia 2012
Sos carbonara

carbonara

tagliatelle - porcja dla 2 osób

20 g pancetty - jest bardzo słona i doprawiona pieprzem

100 g pecorino romano albo pół na pół pecorino i parmezan

2 jajka i 1 żółtko

kubek śmietany (18-22%)

Makaron ugotować - zlać wodę ale makaronu nie odcedzać na sicie. Odrobina wody powinna zostać.

Na patelni podgrzać łyżkę oliwy i na niej usmażyć na chrupko pancettę pokrojoną w cienkie słupki. Zdjąć z gazu. Ostudzić nieco i dodać śmietanę oraz rozbełtane jajka. Na patelnię wrzucić makaron, posypać całość parmezanem i dokładnie wymieszać, tak by makaron był cały, dokładnie pokryty sosem. Całość przelać na półmisek albo na talerze. To wszystko.

Smacznego!

środa, 18 stycznia 2012
Schab pieczony, nadziewany śliwką

Nie bójcie się pieczenia mięsa, bo to nic strasznego i skomplikowanego, a efekt jest absolutnie rewelacyjny.

 schab ze sliwka

ok. kilograma schabu bez kości

ok. 100 g suszonych śliwek

na marynatę:

sporo tymianku lub majeranku

2-3 roztarte ząbki czosnku (spore)

trochę soku z cytryny albo octu jabłkowego

trochę oleju

sól

pieprz

rękaw do pieczenia

Schab trzeba oczyścić, umyć i osuszyć. Długim, ale niezbyt szerokim nożem wyciąć kieszonkę w mięsie i nadziać ją suszoną śliwką. Na wszelki wypadek można spiąć końce wykałaczkami, żeby nie wypadły. Ze składników na marynatę utarłam gęstą papkę i natarłam nią mięso z zewnątrz. Nie można dodać za dużo octu, żeby mięso nie było zbyt kwaśne. Schab włożyłam do rękawa do pieczenia - dzięki temu mięso nie jest suche. Mięso można odłożyć na 2 godziny do lodówki, ale nie trzeba i bez tego będzie smaczne.

Całość wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C na godzinę. Po godzinie nacięłam trochę rękaw, zmniejszyłam temperaturę do 180 stopni i piekłam około 30 minut. Czas pieczenia zależy od wielkości mięsa, ale także od piekarnika, więc obawiam się, że nie można tu z aptekarską dokładnością powiedzieć ile trzeba piec.

poniedziałek, 16 stycznia 2012
Atelier Amaro

Warszawski krajobraz restauracyjny jest dość ubogi. "Święta trójca" warszawska to pizza, sushi i kebab. Marny wybór dla smakosza. Jest kilka ciekawych restauracji etnicznych, ale większość (poza nielicznymi wyjątkami) to raczej smutne popłuczyny po prawdziwych restauracjach - byle, jakie dania, byle, jakie menu i nastawienie właścicieli na maksymalny zarobek przy minimalnych kosztach, o czystości nie wspominając. Brudne stoły, brudne sztućce i wołające o pomstę do nieba toalety.

Tak, więc kolejne nowe restauracje w stolicy jakoś przestały na mnie robić wrażenie - nuda, nuda, nuda. Otwarcie przez Wojciecha Modesta Amaro restauracji na tyłach słynnej kawiarni Rozdroże, w budynku, gdzie kiedyś mieścił się publiczny szalet, też jakoś nie zrobiło na mnie wrażenia. No tak, szef kuchni z Pałacu Sobańskich (Amber room), karmiący "elitę" biznesową III Rzeczpospolitej, otworzył własną restaurację... Bla bla bla...

No i jakże błądziłam. Tylko dzięki zaproszeniu znajomych, którzy w Atelier Amaro już byli, mogłam się przekonać, że tym razem nie miałam racji.

Właściwie nie ma sensu opisywać konkretnych dań i menu restauracji, ponieważ jest ono bardzo zmienne. Zależy od pomysłów i inwencji twórczej Pana Amaro. Nie da się tam zamówić trzy- czy czterodaniowego posiłku w tradycyjnym tego pojęcia znaczeniu: przystawka, zupa, drugie i deser. W Atelier Amaro do wyboru są bowiem zestawy degustacyjne - zestawy 3-daniowy, 5-daniowy i 8-daniowy. Zdecydowaliśmy się na 5-daniowy.

Bielutki halibut na kaszy gryczanej przykryty "plastrem" gotowanej kapusty był absolutnie wybitny. Podobnie jak foie gras mrożone ciekłym azotem, ułożone na musie z róży i piernikowych mini bezikach - to może być zarówno przystawka jak i deser - genialne zestawienie smakowe.

Na deser parfait gruszkowo-szczawiowe, pod skorupką czekolady i polane gorącą czekoladą, a do tego lody imbirowe, ale konsystencji delikatnej pianki. Wszystko ułożone na warstwie "czarnoziemu" - słodko-gorzkich okruchów ciasta i startego sera owczego. Kosmos? Niejadalne? Przeciwnie - nie za słodkie lody i słodkie parfait z gruszek genialnie komponują się ze sobą. A do tego ten śnieżno-biały ser z mocno czekoladowymi okruchami. Poezja.

Co najbardziej utkwiło mi w pamięci? Smak oliwy truflowej na czekoladowym likierze, smak tartego koziego sera w połączeniu z ciemnoczekoladowymi okruszkami ciasta. A także buraczana wata cukrowa, królik w towarzystwie sosu czekoladowego i pod kiełkami polanymi oliwą truflową. No i posypanie zupy grochowej, w której pływały chmurki spienionych drożdży, mrożonymi kiełkami cebuli - rewelacja! A i jeszcze słonina w popiele - cieniutka i genialna, a na niej prażone orzechy włoskie i brusznica - takie małe nic a jednak...

No i wybór polskich wódek, nalewek i likierów. Jednak absolutną rewelacją alkoholową na koniec była Metaxa - podgrzana nad świeczką - z cukrem pudrem, skórką cytryny i aromatem laski wanilii. Idealne zakończenie kolacji.

W Atelier Amaro dania skomponowane są tak, że wszystko do siebie pasuje, nawet, jeśli na pierwszy rzut oka jest inaczej. Foie gras na słodko? Z kieliszkiem różowego szampana jak najbardziej!

Jakiś czas temu przeczytałam wywiad z Wojciechem Modestem Amaro, który mówił, że chce powalczyć o gwiazdkę Michelina i w pierwszej chwili pomyślałam, że facet ma tupet, ale z drugiej strony przecież o to chodzi! Trzeba mieć marzenia i ambicje i je realizować. A po kolacji w Atelier Amaro zaczynam wierzyć, że faktycznie Amaro ma szansę. Nie wiem czy ta restauracja przetrwa i czy odniesie sukces komercyjny w kraju, gdzie klient lubi zjeść bardzo dużo i bardzo tanio, ale bardzo mocno trzymam kciuki za jej sukces i za gwiazdki Michelina. Atelier Amaro to najlepsza i najciekawsza restauracja w Warszawie - reszta, w porównaniu z nią, to jak zauważył mój mąż "tylko jadłodajnie".

PS: "Na deser" pozwolono nam zajrzeć do kuchni Atelier Amaro. Po pierwsze nie pachniało tam smażonym tłuszczem, po drugie nikt nie biegał i nie krzyczała, a po trzecie było tak czysto i porządnie, że po powrocie do domu ze wstydem pomyślałam, że koniecznie muszę posprzątać swoją kuchnię.

piątek, 13 stycznia 2012
Caserecce z karczochami i chilli

Proste i smaczne danie i bardzo szybkie - na bardzo głodny powrót z pracy.

karczochy z chillikarczochy z chillikarczhochy z chilli

oliwa z oliwek
czerwona cebula
szczypta płatków chilli
dwukolorowe caserecce
kilka marynowanych w oliwie karczochów
sok z połowy cytryny (dałam trochę mniej, ok. 2 łyżek)
garść siekanej pietruszki (ja zapomniałam kupić)

Caserecce ugotowałam zgodnie z instrukcją na opakowaniu.

Pod koniec gotowania makaronu podsmażyłam na patelni cebulę, płatki chilli i dorzuciłam karczochy - bardzo, bardzo krótko podsmażyłam, nie chodzi o to by je wysmażyć, ale podgrzać. Dodałam sok z cytryny, wymieszałam i dorzuciłam makaron.

Wymieszałam i gotowe.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 109